czwartek, 8 lutego 2018

NIEODNALEZIONA



Muzyka rzeźbi rzeczywistość. Niewiele było bardziej trafnych sformułowań. A słowa podobnie rzeźbią obrazy ludzi. Język zresztą jest przecież narzędziem kontroli umysłu – trzeba tylko umieć odpowiednio go używać. Remigiusz Mróz bezbłędnie opanował powyżej opisaną umiejętność, skoro stworzył tak zachwycający thriller jakim jest Nieodnaleziona. Seria z Chyłką stała się w pewnym sensie kultowa, przygody Forsta wzbudziły ogromne zainteresowanie i uwielbienie dla głównego bohatera, ale historia Ewy, Wernera, Kasandry i Roberta Reimannów spowodowały, że trudno odmówić autorowi zdolności trzymania czytelnika w napięciu, głowy pełnej pomysłów i łatwości przelewania ich na papier!

Co się stało z Ewą? To pytanie towarzyszyło mi podczas czytania i kiedy już myślałam, że dochodzę do prawdy, sprawnie zbijano mnie z pantałyku. To świadczy o świetnym warsztacie pisarskim Mroza, o umiejętności budowania poczucia, że nic nie jest takie, jakim się wydaje. A o to w thrillerach chodzi! Ewa zginęła 10 lat temu, jej narzeczony Damian od dekady bezskutecznie jej poszukuje. Pewnego dnia przyjaciel pokazuje mu zdjęcie Ewy na jednym z facebookowych profili Spotted. Od tego momentu machina kolejnych poszukiwań rusza z kopyta, a dzięki Blitzowi w grę angażuje się także agencja detektywistyczna – Reimann Investigations.

Akcja powieści toczy się bardzo dynamicznie, co powoduje, że niezwykle trudno oderwać się od lektury. Zaskakująca dla Remigiusza Mroza jest narracja, jaką się posłużył, bowiem tym razem autor zdecydował się na dwie pierwszoplanowe narracje. Obrazują różne życiowe tragedie, które łączą się w pewnym momencie. Pierwszym narratorem jest Werner, drugim Kasandra Reimann – właścicielka biura detektywistycznego z Rewala. Wydawać by się mogło, że tytułowa nieodnaleziona to Ewa – narzeczona Wernera, a moim zdaniem jest nią Kasandra, która w życiu doświadczyła prawdziwego piekła. Nikt nie dostrzegł jej tragedii, nikt nie poznał prawdy, nikt nie starał się domyślić przez co przechodzi.

W literaturze doby pozytywizmu królowała powieść tendencyjna. Jej celem było zaszczepienie szerszym masom społecznym nowych idei i wartości. Stała się swego rodzaju cennym narzędziem „poprawiania świata”. Jedną z najbardziej znanych tego typu powieści jest Marta Elizy Orzeszkowej, w której autorka przekonuje o konieczności emancypacji kobiet. Opisuje losy kobiety absolutnie niegotowej do życia, co w konsekwencji nie może skończyć się pozytywnie.
Czemu o tym wspomniałam? Poprzez słowo pisane możemy wiele przekazać, możemy zwrócić na dany problem uwagę i sprawić, że niektóre zachowania zostaną zmienione lub chociaż przemyślane. Tak jak napisał Remigiusz Mróz w Posłowiu, że bardzo wiele zależy od tego, jak sami zachowujemy się na co dzień, jak reagujemy na pewne zdarzenia, jakie postawy promujemy i jak odnosimy się do tego, co się dzieje w sferze publicznej. Autor przedstawił problem przemocy domowej, który dotyka kobiety. Wspaniałe życie, willa nad morzem, piękne samochody, dzień zaczynający się od lampki prosecco – na pierwszy rzut brzmi świetnie! Do pozazdroszczenia, ale czy zawsze to, co pięknie wygląda takie jest? W przypadku Kasandry takie nie było. Opisane stany emocjonalne bohaterki, problem psychiczny jej męża i sceny, w których dochodziło do fizycznego znęcania się nad żoną, obarczania winą za każde działanie, zostały ukazane w sposób brutalny i przerażający. Mimo codziennego katowania zarówno psychicznego, jak i fizycznego trudno odejść od oprawcy, kiedy nie ma się jak i gdzie. Robert Reimann kontroluje każdy aspekt jej życia. Jak działa człowiek, który przemocą odreagowuje niepowodzenia i najmniejsze odstępstwo od jego poleceń? Jak uwolnić się od takiego człowieka? Ile trzeba mieć siły, by takie zachowania znosić? Czy można poświęcić wszystko, by wyrwać się z takiego układu?
 
Czytałam kilka recenzji zanim napisałam swoją i przyznam się Wam, że te wszelkie niedociągnięcia zauważone przez innych czytelników pozostają poza moim obszarem zainteresowań. Może i bym chciała, aby wątek Ewy i Wernera inaczej się skończył, może pojawiają się sceny nierealistyczne, ale nie to jest istotne. Ważny jest przekaz. Liczy się to, co miało ogromny wydźwięk i na czym opiera się tematyka książki. Liczy się to, że problem przemocy domowej spotyka jedną na trzy kobiety na świecie. Tak dowodzi Amnesty International. I na tym trzeba się skupić. Dla mnie to była wstrząsająca lektura.

Dzieje kobiecości to proces, który jest wynikiem historycznego rozwoju, ewolucji rozmaitych tradycji oraz reinterpretacji dotychczasowych wartości. W każdej epoce kobiety muszą na nowo zdefiniować swoją tożsamość, cele i wartości, będące punktem odniesienia w poszukiwaniu swojego miejsca w życiu społecznym. Niejednokrotnie konieczne jest podważenie zastanych porządków, konwencji i norm współżycia, aby określić nowe wyzwania i realne źródła siły kobiecości. Jak wygląda rekonstrukcja kobiecości? Przez wieki kobiecość traktowana była jako inność drugiej kategorii. Mimo to prowadziła swój cichy (choć nie zawsze) żywot, nosiła siłę, zmieniała swe oblicza w odpowiedzi na przemiany i potrzeby społeczne, polityczne czy kulturowe. Dopasowywała się do dotychczasowych warunków i przypisywanej jej pozycji w hierarchii. Wielokrotnie stawała się bohaterką nie tylko fikcji literackiej, ale również rozpraw naukowych. Pytając o samą siebie, wywoływała w odbiorcach niezliczoną gamę emocji. I wywołuje do dziś! Mam wrażenie, że zdanie napisane przeze mnie powyżej będzie aktualne zawsze. Każde nowe pokolenie kobiet będzie musiało siebie definiować, walczyć o szacunek i swoje miejsce w społeczeństwie, ponieważ częste uprzedmiotowianie kobiet, choćby przez mówienie o „fajnej dupie” czy infantylne ocenianie w skali od jeden do dziesięciu, sieje ziarno lekceważenia w psychice młodych ludzi. A pogarda, która z niego wyrasta, jest trudna do wyplenienia. (za: Remigiusz Mróz).

Nieodnaleziona to powieść o sile kobiecości. Jakkolwiek pojmowanej i definiowanej. O tym, ile kobieta jest w stanie znieść i ile jest w stanie poświecić, by odzyskać wolność. To nie jest książka do podobania się, do odłożenia na półkę i skwitowania kolokwialnym zwrotem „no i fajnie”. To jest powieść, o której trzeba mówić, nad którą trzeba się pochylić, by potem w świecie rzeczywistym zobaczyć to, czego gołym okiem nie widać.

Zachęcam do lektury!

M.

2 komentarze:

  1. Ta książka była wielkim wyzwaniem dla mnie. Nie dawałam rady jej czytać w niektórych momentach. Kierowała mną ogromna wściekłość. Nie chciałabym skłamać, ale jest to najlepsza książka Remigiusza Mroza jaką przeczytałam. Powoli piszę recenzję, ale najpierw muszę ochłonąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja skończyłam czytać w piątek, a recenzję opublikowałam w następny czwartek, bo też musiałam ochłonąć:)Czekam w takim razie na Twoją recenzję, chętnie przeczytam ;)

      Usuń